Monthly Archives: Listopad 2013

łza w oku i gęsia skórka…

Kasia i jej kolejna już u mnie odsłona. Kobieta kameleon. Ostatnio jak się widziałyśmy była krótkowłosą brunetką z nutą czerwienie. A teraz.. blond laska.

Chyba tego lata poranki były moją ulubioną porą męczenia modelek, szczególnie te słoneczne. Ale kto by przypuszczał, że wrzesień może tak bardzo oziębić piękny wschód słońca. 5st brrr ale Kasia była twarda i mimo swojej skąpej kreacji ala Dirty Fashion (to modowy blog Kasi ; ) wytrzymała do końca kliszy. Sytuację właściwie ratował stary sweter po wujku, wyciągnięty z szafy i szybkie grzanie się w zaułkach bez wiatru. Ostatnia klatka to była już walka ze stabilizacją obrazu ;)

Ale.. prawdę mówiąc szkliste oczy i gęsia skórka nadały klimat tej sesji i chyba obydwie jesteśmy z niej zadowolone.

Dodam, jakby ktoś nie zauważył, że o dziwo u danawu w tle nie było chaszczy. Za miejsce buziak dla Dorotki i Pawła : *

A jak ma się ostatnią kliszę w lodówce, to posiłkować się trzeba i cyfrą : )

ps. i tym późno letnim akcentem zapoczątkowałam krótką agonię swojego Pentacona :( ..jak i potem innych sprzętów podstawowej potrzeby życiowej….

Piegi na pożegnanie lata…

Aga oczarowała mnie pięknym spojrzeniem.. piegowatym spojrzeniem, takim które nie pozwala się odwrócić. Siedzisz i się gapisz… ja też zapragnęłam mieć własny kwadrat z takimi oczami Agnieszki R.

Koniec lata, ostatnie jeszcze cieple poranki, piękna modelka i tysiące wizji.. idealne warunki, żeby stworzyć coś wyjątkowego. Pobudka 5:30.. a czemu nie, w końcu na tę sesję obie czekałyśmy ponad rok a raczej.. pierdoły nie potrafiłyśmy się zebrać, żeby pokonać te kilka kilometrów na trasie Łódź – Jabłonna. Miejsce wybrane, grupa wsparcia w komplecie i tylko jednej rzeczy zabrakło…. słońca: ( Jak na złość tylko czasem łaskawie wyglądało… Ale czy przy takiej modelce może pójść coś nie tak ?? eee no poza uchybieniami w pracy fotografa oczywiście.
Myk myk… Dobrze było gościć u siebie Agę. Było super.. w końcu ta sesja, to był mój prezent urodzinowy : )

A wyglądał on tak..

A gdzieś za plecami rzecz jasna biegała moja ekipa wsparcia z niezastąpioną mentorką Dorotą na czele : ) chyba w końcu udało mi się ją sportretować…
Dziękuję Ekipo ; )
ps. zapomniałabym o najważniejszym, przecież jeszcze jednym naszym wspólnym dziełem był oto ten tort : )